Wpisany przez Konrad Ryczko wtorek, 24 kwietnia 2012 22:43
Od początku roku nasza rodzima waluta zwiększyła swoją wartość o ok. 7% względem zagranicznych dewiz. Wywołało to falę budujących nagłówków w większości polskich gazet biznesowych, sugerujących, iż to właśnie złoty jest najsilniejszą walutą świata w I kwartale. Warto zadać sobie pytanie: czy polski złoty rzeczywiście stał się tak atrakcyjny na rynku, czy może jest to jedynie chwilowe polepszenie się nastrojów wokół bardziej ryzykownych aktywów?
Przede wszystkim należy pamiętać, iż pomimo wielu „rekomendacji” dla złotego ze strony zagranicznych instytucji i banków inwestycyjnych, polska waluta ciągle zaliczana jest do koszyka dewiz Europy Środkowo – Wschodniej, a te traktowane są jako jedne z najbardziej ryzykownych zbiorczych zestawień dla walut tzw. krajów rozwijających się (emerging markets). Złoty w koszyku tym pełni dość znaczącą rolę – mianowicie środka ekspozycji kapitału zagranicznego na region. Innymi słowy, w przypadku chęci zajęcia pozycji zakładającej realizację określonego scenariusza na Węgrzech, duża część kapitału zostanie ulokowana również w polskim złotym. Powód takiego zachowania inwestorów jest trywialny – rynek złotego charakteryzuje się dużo wyższą płynnością i głębokością niż ma to miejsce w przypadku forinta czy korony czeskiej. Przekłada się to bezpośrednio na koszty transakcyjne (spread) oraz możliwość w miarę bezproblemowego zamknięcia dużych pozycji na określonych warunkach. Cecha ta wstępnie neguje tezę, iż za ostatnią siłę złotego odpowiada wyłącznie nasza silna gospodarka.








